Dlaczego Hiszpanie mają dość turystów

Dlaczego Hiszpanie mają dość turystów

Hiszpania – kraj słońca, uśmiechniętych ludzi, plaż, zabytków i lejącej się strumieniami sangrii. Podczas gdy Niemcy pracują w stresie, Anglicy rozkładają parasole, a Polacy zajmują się narzekaniem, Hiszpanie mają sjestę, opalają się i cieszą życiem. Ta garść stereotypów plus niezaprzeczalne piękno Półwyspu Iberyjskiego, fascynująca historia, a do tego jeszcze ciepły klimat sprawiają, że turyści walą tłumnie do Hiszpanii. W minionym roku przychody z turystyki wyniosły 77 miliardów euro, a statystyczny gość z zagranicy wydał podczas pobytu 1.023 euro. I to dobrze. Jest jednak i druga strona tego medalu. Masowa turystyka zadeptuje część kraju. Gdzie tylko pojawią się turyści, tam ceny absurdalnie szybują w górę, a mieszkańcy się wyprowadzają. Wielu Hiszpanów ma już zwyczajnie dość.

Turyści najbardziej uprzykrzają życie w Barcelonie. Nie trzeba być znawcą tematu, wystarczy przejść się na spacer po zabytkowej Dzielnicy Gotyckiej i przemierzać główną arterię La Rambla. Na pierwszy rzut oka widać, że proporcje między liczbą turystów a mieszkańców są mocno zaburzone, to znaczy tych drugich jest tu zaskakująco mało. Zresztą często się słyszy od mieszkańców miasta, że bardzo rzadko bywają w starym centrum i omijają je celowo, by uniknąć zagranicznych tłumów. Co jakiś czas wybuchają też protesty.

Dwudziestego szóstego listopada zeszłego roku mieszkańcy pod przewodnictwem Assemblea de Barris per un Turisme Sostenible ABTS (Związek Dzielnic na Rzecz Turystyki Zrównoważonej) w pięciu różnych punktach miasta pikietowali przeciwko specjalnym autobusom dla turystów. Pikietowali, bo uważają, że Bus Turístic to dowód na to, iż Barcelona stała się muzeum i parkiem tematycznym dla przyjezdnych, miejscem, gdzie potrzeby mieszkańców są spychane na dalszy plan.

Co mieszkańcy Barcelony mają do zarzucenia turystyce masowej? Skarżą się, że życie w mieście jest coraz trudniejsze. W związku z napływem zagranicznych gości, ceny wynajmu mieszkań rosną niebotycznie, o wiele ponad możliwości przeciętnego Barcelończyka. Lokalny handel upadł pod naporem wielkich kroporacji, które zatrudniają ludzi na gorszych warunkach. Przestrzeń publiczna jest prywatyzowana, z korzyścią dla zarabiających na turystyce firmach. Transport publiczny jest przepełniony. Znika lokalna kultura.

Mieszkańców boli też to, że „w walce” z turystami przegrali swoje ulubione stare miasto. Dwudziestego ósmego stycznia tego roku manifestowali na słynnych alejach La Rambla.

Barcelończycy już prawie nie przychodzą na La Rambla. Co więcej, unikają jej. Trasa spacerowa, która w przeszłości stanowiła epicentrum życia kulturalnego i gdzie spędzano wolny czas, przemieniła się w turystyczny trakt. Dawne kawiarnie dziś oferują mrożoną paellę i sangrię; sklepy od zawsze przekształciły się w wielkie sklepy międzynarodowych sieciówek – tak ów protest relacjonował dziennik El Diario.

Baleary to kolejny punkt na mapie Hiszpanii, gdzie turyści uprzykrzają tubylcom życie, a o swoje miasto walczą też mieszkańcy Palma de Mallorca. Na przykład wieszając w oknach i na balkonach transparenty z prośbą o ciszę. Muzykanci na plaza Major, którzy przygrywają siedzącym w knajpach, są utrapieniem dla tych, którzy mieszkają w pobliżu.

Żyć w ten sposób to jest tortura. To, co dla turystów i odwiedzających może być przyjemnością podczas spaceru, dla nas, którzy tu mieszkamy, jest koszmarem – tak dziennik Diario de Mallorca relacjonował opinie mieszkających w Palma.

Głównym utrapieniem mieszkańców Balearów jest jednak to, że piękne wyspy są jedną z ulubionych imprezowni dla połowy Europy. Turyści, przede wszystkim młodzi, zjeżdżają tu, by się dobrze bawić. Dyskoteki, kluby plażowe, głośne imprezy to codzienność w sezonie turystycznym. Na Ibizie kłopot jest także z imprezami organizowanymi w letnich rezydencjach.

Luksusowe apartamenty wynajmowane podczas sezonu osobom prywatnym, które organizują autentyczne festiwale muzyki i promują je bezczelnie w sieciach społecznościowych. Identycznie, jak w przypadku oficjalnych dyskotek, imprezy te mają swoich promotorów, wejściówki, ochroniarzy, przedstawienia, tancerki go go i didżejów – donosi gazeta El Mundo.

Na Wyspach Kanaryjskich problem jest jeszcze innego rodzaju. Póki co rozwój turystyki odbywał się tu w sposób w miarę zrównoważony. Na Lanzarote uniknięto stawiania hoteli byle jak i byle gdzie, ustalono wymogi architektoniczne co do budynków, by wpasowywały się w krajobraz. Na Fuerteventurze po tym, jak postawiono dwa hotele na wydmach w pobliżu Corralejo, zorientowano się, że jednak dosyć kiepskim pomysłem jest zabudowa tego wyjątkowego obszaru i więcej hoteli na wydmach nie powstało. Na Gran Canarii i Teneryfie turystyka koncentruje się na południu obu wysp, zaś w centrum i na północy toczy się codzienne zwykłe życie. Co rusz jednak opinią publiczną wstrząsa wiadomość, że politycy chcą zmienić prawo i zezwolić na budowę nowych hoteli. Tak stało się niedawno w przypadku trzech wysp, które jak dotąd nie zaznały masowej turystyki – są to La Palma, La Gomera i niewielka El Hierro. Lokalne urzędy na tych wyspach będą mogły zmienić klasyfikację ziemi z rolniczej i przeznaczyć ją pod zabudowę. Kanaryjczycy słusznie boją się, że w przyszłości podzielą smutny los hiszpańskich wybrzeży na kontynencie zabudowanych tak, że szpilki nie można wcisnąć.

I tak w hiszpańskim romansie z turystyką, jak w dobrej powieści, jest miejsce na wielką miłość i ogromną niechęć.

W Barcelonie na La Rambla królują turyści.

 

Korzystałam z następujących artykułów:

España cierra 2016 con récords de turistas e ingresos por turismo
Activistas contra el turismo masivo interrumpen por sorpresa el Bus Turístic de Barcelona
Vecinos de Barcelona toman la Rambla para protestar contra la masificación turística
Protesta colectiva de los vecinos de la plaza Major contra la música en la calle
Las mansiones discoteca de Ibiza bajo la lupa
El Parlamento canario abre la puerta a 33 hoteles y varios campos de golf en La Palma


4 thoughts on “Dlaczego Hiszpanie mają dość turystów

    1. Chodziło oczywiście o miliardy. Już poprawione! Dziękuję, że zwróciłeś uwagę 🙂

  1. Przyznam szczerze, że kiedy mój chłopak- Katalończyk opowiadał o swojej niechęci do turystów nie potrafiłam go zrozumieć. Przecież w taki sposób kręci się gospodarka jego kraju. Dopiero, gdy pod koniec maja przeprowadziłam się na jakiś czas do miasteczka Salou zrozumiałam o czym mówił mój chłopak… Początek maja- ciche i spokojne uliczki, czyste niczym niezakłócone plaże i sielska atmosfera mieszkańców niewielkiego miasteczka. Supermarkety działały swoim zwyczajnym rytmem, wieczorami przesiadywaliśmy nad brzegiem morza, wsłuchując się a szum fal, a wolne dni pędziliśmy rowerami po wyznaczonych szlakach. Marzenie! <3 Miesiąc później miasteczko zalała fala turystów. Zero miejsca do posiedzenia na plaży, pełne puby, supermarkety brudne i pełne kolejek, trasy rowerowe zapchane przez setki spacerujących plażowiczów… koszmar!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *