Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba

Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba

Wystarczyło kilka dni i okazało się, że stałam się nagle mieszkańcem kraju wstrząsanego podziałami, protestami, gdzie policja bije manifestantów. A jeszcze ze dwa tygodnie temu wydawało się, że to kraj w miarę spokojny, owszem borykający się ze swoimi problemami, ale problemy te są właściwie typowe dla państw w Europie we wczesnych dekadach XXI wieku. A tu nagle wybuchło. Choć zapewne to nie stało się tak nagle, jak nam się wydaje. Przecież, jak donosi prasa, katalońskie władze już od dłuższego czasu przygotowywały się do różnych scenariuszy i masowe protesty jak najbardziej były brane pod uwagę.

Tymczasem na Wyspach Kanaryjskich panuje spokój. Na ulicach, w miasteczkach i na plażach życie toczy się swoim codziennym rytmem, a wydarzenia z Katalonii omawia się przy kawie, wplatając je gdzieś pomiędzy opowieściami o tym, jak się czuje szwagier, planami na weekend i wymianą informacji, gdzie kupić świeże owoce morza. Panuje oczywiście poruszenie, telewizyjne sceny wywołują emocje, ale koniec końców sprawy codziennego życia biorą górę. Gdy zaczęły docierać wiadomości o wydarzeniach z północy kraju, pomyślałam sobie: o, teraz się zacznie, zaraz Kanaryjczycy zaczną mówić, że oni też się chętnie odłączą od Hiszpanii. A tymczasem, ku mojemu zdziwieniu, ludzie wokół raczej niechętnie patrzą na manifestacje. Nie marzą im się żadne rewolucje, podziały kraju, bójki z policją. Chcą spokojnie żyć. Jedyna gołym okiem widoczna zmiana, to to, że wszystkie budynki w Las Palmas obwieszone zostały nagle hiszpańskimi flagami. I nie chodzi tu tylko o obiekty rządowe, ale i prywatne mieszkania. Wygląda to jak Polska na Dzień Flagi.

Z perspektywy kanaryjskiej, z perspektywy polskiego imigranta w obcym kraju nie będę oceniać, czy to zła Hiszpania i dobra Katalonia, czy na odwrót. Tego się nie da ocenić. Jak podzielić coś, co jest niepodzielne? Gdzie przebiega granica między narodami?

Jeśli po rodzicach jesteśmy w połowie, po dziadkach w jednej czwartej, to ja po pradziadku Łemku jestem w jednej ósmej Łemkinią. Jak mam się więc dobrze podzielić, żeby wszystko było jasno określone? Na wysokości ucha czy lewej nogi? Tu Łemkowie, ale od łokcia w górę, to już Polacy?

Co zrobić z Kanaroniemcem, który choć krwi niemieckiej, to wychowany w Hiszpanii i mówi z kanaryjskim akcentem? Choć i ta krew nie taka oczywista, bo przecież dziadek, piastujący wysokie stanowisko w niemieckiej armii w czasie drugiej wojny, oprócz walki zajmował się ukrywaniem swojej żydowskiej żony i ich wspólnych dzieci.

Jak traktować Marion, której matka jest Francuzką a ojciec pochodził z Martyniki? Sama Marion mieszkała w Niemczech, ma córkę z Niemcem. A córka znowu zamieszkała w Hiszpanii i związała się z Włochem. Do jakiego narodu przypisać wnuki Marion?

Jest jeszcze Walijka, która wczesne dzieciństwo spędziła w Walii, w Królestwie Brytyjskim, ale później dorastała we Francji. I później jeszcze mieszkała na Wyspach Kanaryjskich. Jest też pół Irlandczyk, pół Hiszpan. Włoscy imigranci. Andaluzyjczcy, którzy nie rozumieją kanaryjskich słów. A co z rodzinami mieszanymi, hiszpańsko-katalońskimi, którzy muszą nagle stawać po którejś ze stron barykady?

Niesamowite, że starożytna zasada divide et impera, czyli dziel i rządź wciąż jest aktualna. Że tak łatwo jest podzielić, skłócić i wysłać ludzi na ulice. Nic innego tak szybko nie wynosi do władzy.

PS. Tytuł jest cytatem z wiersza Edwarda Stachury.


7 thoughts on “Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba

  1. Przyjedz do Barcelony pomieszkac, posluchac ich historii, pogadaj z Katalonczykami moze Ci bedzie latwiej zrozumiec “dlaczego” . Patrzysz na ta sytuacje z perspektywy emigranta,osoby z zewnatrz takiej jak ja, z ta roznica, ze ja tu mieszkam. Wybor bycia ” w raju” byl Twoim wyborem nikt Ci go nie narzucil. Mysle, ze nie mozesz tego porownywac z pojedynczymi osobami przenoszacymi sie z krajow do krajow wlasnych lub nie wlasnych no to sa ich wwybory lub losy. Moze Kalonczycy tez darza do bycia w swoim raju lub piekielku. My Polacy tak bardzo lubimy rozwazac problemy innych…Jestem tak bardzo sercem z Katalonczykam bo tu mieszkam. Napisalas o Lemka, ominelas Kaszubow i Slazakow to typowe polskiej przyklady w moich ostatnich rozmowach pt.” Co by bylo gdyby nagle Slask ,…
    Nie zacytuje Stachury tylko takie nasze powiedzenie – kazdy ma swoj punkt widzenia z punktu siedzenia.Nie chce abys ten komentarz odebrala jako atak, to jest akt moich dobrych uczuc dla ludzi, ktorzy mnie obecnie otaczaja i sa w moim obecnym zyciu podobnie jak Twoi pijacy kawe Kanaryiczycy.

    1. Ależ zupełnie nie odebrałam tego jako atak, bo i dlaczegóż miałabym? Owszem, piszę z punktu widzenia przybysza z innego kraju, który mieszka w Hiszpanii, bo jestem Polką w Hiszpanii. Nikogo nie oskarżam, żadnej ze stron sporu, nie piszę, że ktoś ma rację, ani nie rozważam problemów Katalończyków. I zgadzam się ze stwierdzeniem, że każdy ma swój punkt widzenia. Szkopuł w tym, żeby się z tymi różnicami nauczyć funkcjonować, bo jeśli nie, to zostaje nam tylko dać sobie wzajemnie po mordzie. W mikroskali można jakoś z tym żyć, ale w życiu społeczeństw, kiedy na scenę wchodzą politycy, którzy manipulują ludźmi, to robi się dramat. Efekty tego dramatu oglądamy teraz w Katalonii (i w innych miejscach na świecie również). I nie chodzi mi tu o protesty, ale o agresję, przemoc i przekonanie o własnej nieomylności. O podsycanie tej agresji. I tak zupełnie po ludzku boleję nad tym, że takie proste w sumie schematy działają. Zawsze działają niestety.
      A Barcelona przepiękna, ale jak dla mnie za duża do życia na co dzień. Chętnie i często ją odwiedzam, jak i całą Katalonię zresztą. 🙂

    1. Filmik sie wpisuje w tekst.
      ….I tak naprawde gdyby ludzie patrzyli z tej perspektywy caly swiat i jego system moglby sie zmenic na lepsze….

  2. Niestety klimat podkreślania odrębności narodowej w wykluczającym tego słowa znaczeniu jest bardzo silny w Polsce. Nie mieszkam jeszcze na Wyspach Kanaryjskich, ale za każdym razem jak tam jestem bardzo dobrze i swobodnie się czuję, zwłaszcza teraz jak rozumiem hiszpański i potrafię się nim porozumiewać. Rozumiem chęć ludzi do wyrażania swojego zdania, ale absolutnie nie widzę żeby Katalonia mogła stać się niepodległa. Chyba, że tak samo jak Naddniestrzańska Republika Mołdawska, kraj nieuznawany przez nikogo poza innymi nieuznawanymi państwami… Ale kończąc optymistycznie, Hiszpanie niecałe 100 lat temu dali upust szałowi wojny domowej i nie wydaje mi się żeby to chcieli szybko powtórzyć.

  3. Katalonia to najbogatszy region Hiszpanii i maja juz dosyc utrzymywania pozostalych ? Czy sa moze inne powody tej ich walki o niepodleglosc ? nie znam dobrze historii Hiszpanii ;)..interesuje mnie tylko aby w Hiszpanii byl spokoj , bo bardzo lubie ten kraj. Niestety stara zasada dziel i rządź sprawdza sie coraz czesciej…pozdrawiam !

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *