Czy warto zamieszkać w Hiszpanii?

Czy warto zamieszkać w Hiszpanii?

Być może to długa europejska zima i notoryczny brak słońca, może zawirowania polityczne z Brexitem na czele sprawiają, że ostatnimi czasy bardzo dużo Polaków deklaruje chęć przeprowadzki do Hiszpanii. Na wszelkich forach, fesjbukowych grupach i stronach internetowych Polaków w Hiszpanii, Polonii za granicą itp., co jakiś czas ktoś oświadcza, że ma już dość Anglii, Irlandii, Holandii, Danii czy jeszcze innych północnoeuropejskich krajów i chce się przenieść na piękny, ciepły i radosny Półwysep Iberyjski.

Chętni do przeprowadzki pytają o porady, jak szukać, gdzie szukać pracy, czy hiszpański jest niezbędny i takimi pytaniami wywołują zazwyczaj pełną emocji oraz żywiołową dyskusję. Jedni przekonują, że po przebytym kryzysie to już nie jest ta Hiszpania co kiedyś, pracy nie ma, trzeba tyrać i zasuwać ze kiepskie pieniądze i nie ma czasu cieszyć się słońcem. Inni znowu twierdzą, że praca jest, zarobki, choć trudno je porównywać do uposażeń szejków arabskich, spokojnie pozwalają wieść wygodne życie i w ogóle bajka. Według niektórych, bez znajomości języka można sobie spokojnie poradzić, inni wieszczą życiową katastrofę. Jaki jest więc ten kraj? Warto tu zamieszkać? Opłaca się?

We wspomnieniach ludzi po czterdziestce i starszych istniała kiedyś Hiszpania – a dokładnie zanim zaczął się kryzys – mlekiem i miodem płynąca, gdzie zarabiało się bardzo dużo, praca sama biegała za człowiekiem, błagając go, by zechciał przyjść na chwilę, a recepcjoniści w hotelu każdego dnia z samych napiwków zgarniali kwotę w wysokości swej miesięcznej pensji. Takich historii wysłuchuję sporo. Ja nie znam tej Hiszpanii, ani takiej Europy Zachodniej, bo moje wejście na rynek pracy zbiegło się dokładnie z wybuchem kryzysu (mieszkałam w tamtym czasie w Polsce). Generalnie odkąd żyję, słyszę, że jest źle i ciężko.

Obecna Hiszpania to kraj, który wyszedł w końcu z dołka, pnie się powoli do góry, ale jednocześnie mocno zaciska pasa. Zaciskanie pasa tutaj wciąż jeszcze oznacza wyższy poziom życia niż w rozwijającej się i niedającej się kryzysowi Polsce. Nie ma już tak kolosalnej różnicy między obydwoma krajami, jak to było na przykład w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, ale wciąż ekonomicznie nie dogoniliśmy mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego.

Czy jest praca w Hiszpanii? Owszem, jest. Ale trzeba jej poszukać. Nie przychodzi sama, nie spada z nieba. Szukanie pracy jest zajęciem trudnym, frustrującym i stresującym, czy zakończy się sukcesem w dużej mierze zależy od nas (ale niestety nie zawsze w stu procentach). Trzeba się czegoś nauczyć. Niekoniecznie być od razu geniuszem informatykiem czy chirurgiem naczyniowym, ale w czymś mieć jako takie doświadczenie albo chęć uczenia się. Jeśli nie mamy żadnego fachu w ręku, możemy postawić na naukę języków i pracować w turystyce. Najgorzej mają Ci, którzy mają mało wiedzy i umiejętności. Jakie przykłady mogę wam podać? Znajomy z Rumunii, który mówi tylko w swoim języku i po hiszpańsku. Brak znajomości podstawowego angielskiego uniemożliwia mu podjęcie większości prac, choćby boya hotelowego. Nie ma też żadnego wykształcenia zawodowego, żadnego fachu w ręku. Jest skazany na prace typu ochroniarz obiektów, nie ma wielu alternatyw, więc często zgadza się na wykorzystywanie przez pracodawcę, typu niepłatne godziny ekstra, zaledwie dwa lub trzy dni wolnego w ciągu miesiąca, co jest absolutnym skandalem i zupełnie bezprawne.

Czy jest duże bezrobocie? Jest. Spore. Według gazety El País wskaźnik bezrobocia w Hiszpanii za rok 2016 to 18,6 procent i to najlepszy wynik od siedmiu lat. Jednocześnie są ogromne różnice między poszczególnymi prowincjami: Guipúzcoa w Kraju Basków – 9,97 procent, Kadyks w Andaluzji – 33,86 procent. Sporo Hiszpanów narzeka na trudności ze znalezieniem pracy. Ale jednocześnie, według moich obserwacji, obcokrajowcy mają tu mniejsze kłopoty ze znalezieniem zatrudnienia. Nie poznałam do tej pory żadnego Polaka w Hiszpanii trwale dotkniętego bezrobociem. Owszem, niektórzy bywają chwilowo bez pracy, ale zawsze później jakoś się odnajdują.

Ile się zarabia? Jak podaje portal eleconomista.es w 2015 roku 30 procent zatrudnionych zarobiło mniej niż 1215,70 euro brutto na miesiąc, podczas gdy 40 procent zarobiło między 1215,70 a 2136,70 euro brutto miesięcznie. Ja, pracując w hotelu jako pomocnik na recepcji, zarabiałam niewiele ponad tysiąc euro netto miesięcznie plus trzy pensje dodatkowe w ciągu roku. Poprosiłam pracodawcę, by podzielił te dodatkowe pensje na dwanaście i wypłacał mi co miesiąc razem z pensją podstawową, co dało kwotę nieco ponad 1300 euro na rękę. Nie są to oczywiście oszałamiające zarobki, porównując z Niemcami czy Wielką Brytanią. Jednocześnie spotkałam na Wyspach Kanaryjskich wielu Brytyjczyków, w tym mieszkających dawniej w Londynie, którzy twierdzą, że te wyższe zarobki są tam pożerane przez wyższe koszty życia. Przy czym życie tam kosztuje też więcej stresu.

Czy Hiszpania to jest jakiś raj? Oczywiście, że nie jest. Jest to po prostu jedno z miejsc do życia, jak wiele innych. W mojej opinii, kalkulując wszystkie plusy i minusy, to dosyć przyjazne miejsce do zamieszkania. Na pewno nie jest jednak krajem, w którym lekko, bezboleśnie, nie wysilając się i nie ucząc niczego nowego, można żyć jak król. Zresztą, już chyba nigdzie nie ma takich miejsc (no może poza Szwajcarią, ale tam ciężko się dostać). To globalne zjawisko ostatnich lat, że dobry manager czy to w Polsce, Hiszpanii, czy Indiach sobie poradzi. A niewykwalifikowany robotnik przeważnie będzie wiązał koniec z końcem (w niczym nie ujmując robotnikom, ich praca jest ważna, potrzebna i niestety niedoceniana!).


15 thoughts on “Czy warto zamieszkać w Hiszpanii?

  1. Ja z mezem powaznie mysle i przeprowadzce kiedys do hiszpanii obojetnie gdzie czy na wysypy czy nie,mąż co prawda zna dobrze angielski a ja angielski znam slabo a hiszpanski znam komunikatywnie i zamierzam uczyc sie dalej z wyksztalcenia jestem masazystka a mąż technikiem elektrykiem i ma doswiadczenia w turystyce w restauracjach wiec mam nadzieje ze sie uda nam zalapac jakas prace w przyszlosci obecnie jestesmy w szkocjii i dobija mnie szarosc dnia codziennego :/

    1. Doskonale znam to uczucie dobijającej szarości. Klimat ma jednak na nas ogromny wpływ, czy tego chcemy czy nie. Faktycznie w słonecznym kraju łatwiej znosić codzienne kłopoty. Jedna znajoma, notabene z Kraju Basków, porównała kiedyś Rosję i Kubę. Jak stwierdziła, choć warunki materialne są równie trudne, to jednak Kubańczycy mają o wiele lżej ze względu na klimat. Łatwiej być biednym na pięknej, gorącej plaży niż w szarym blokowisku podczas mrozów. Choć oczywiście to porównanie dosyć ekstremalne.
      Trzymam kciuki za wasze spełnienie marzeń. Jeśli ktoś jest zdecydowany, gotowy na to by się uczyć nowych rzeczy, a na początku podjąć się trochę gorszej pracy (choć niekoniecznie), to da sobie radę i znajdzie swoje miejsce. 🙂

  2. Ja pamiętam Hiszpanię z roku 1998, gdy po raz pierwszy po skończonych studiach podrozowałem z rzyjaciòłmi po płw. Iberyjskim przez 3 miesiące. Pamiętam pesety i ceny i uwierzcie mi, że mimo zapakowanego w bagażniku namiotu, stać nas było na noclegi w hotelach Marbelli i jedzenie w restauracjach…. Ceny były nawet dla nas atrakcyjne…. A w Polsce jeszcze niewiele było ? do dziś trzymam rachunki z hotelu w Madrycie!!!!

    1. Ja pierwszy raz byłam w Hiszpanii w 1999 roku, w Madrycie. Podróż busem z Polski trwała trzy dni, o ile dobrze pamiętam. Zszokowały mnie wtedy te żółte, wypalone pola ciągnące się po horyzont. I nie podobało mi się, Polska z taką zielenią wydawała mi się fajniejsza 🙂

  3. Hiszpania jest super na wakacje…ale ta sama Hiszpania, gdy trzeba codziennie do pracy, podczas gdy inni wyleguja sie na plazy, juz wcale nie musi byc taka wspaniala, i nawet slonce moze zmeczyc…przynajmniej ja to tak widze…ale z drugiej strony…fajnie jest sie cieszyc sloncem np.na Wyspach Kanaryjskich przez wiekszosc czesc roku…ciekawi mnie jedno, czy slonce i ta idealna pogoda moze w koncu sie znudzic, bo czlowiekowi przeciez nic nie dogodzi i ciagle mu czegos malo…ciekawy blof..fajnie sie go czyta…

    1. Dziękuję za miłe słowa odnośnie bloga! To prawda, że i słońce może się czasem znudzić. Ale bywa też i trochę pochmurnych dni w ciągu roku, tak akurat dla odmiany, no i wystarczy też wizyta na dwa tygodnie w Europie w listopadzie, by znów zatęsknić za słoneczną pogodą 🙂

      1. Prosze bardzo :)..to prawda, listopad jest okropny w Europie a zima ciagnie sie strasznie dluuugo..dlatego staram sie w tym czasie gdzies wyskoczyc np.do Hiszpanii ..ale w tym roku mielismy troche wiecej szczescia, bo juz w drugiej polowie marca moglismy lezec na lezakach w ogrodku.Odnosnie Hiszpanii , kolejnym plusem zamieszkania tam na stale, jest fakt,ze nie trzeba placic za ogrzewanie przez wiekszosc czesc roku( nie wiem jakie sa oplaty za klimatyzacje) przynajmniej w tej poludniowej czesci Hiszpanii, to bardzo wazne, no i oczywiscie takze nie trzeba kupowac butow i kurtek zimowych…zdecydowanie wiecej plusow…;)
        P.S. trzy pensje dodatkowe w ciągu roku to naprawde fajna sprawa 😉

  4. Sama myślę o zamieszkaniu w Hiszpanii w dalszej przyszłości:) życie w żadnym kraju nie przychodzi łatwo jeśli nie ma się pomysłu na życie. Jakkolwiek dla mnie jednak lepiej stawiać czoła przeciwnościom losu w towarzystwie przemiłych i otwartych ludzi:D

  5. ja mieszkałam osttani rok w norwegii i jestem zdania, ze tam można żyć “jak król” oczywiście w przenośni 🙂 Jednak jest to kraj w którym pracując nawet za ich najniższą stawkę – nie martwisz się – jak to przewaznie bywa w Polsce o kolejny miesiąc i wydatki. Pracujesz, masz czas dla siebie i pieniądze również. nie musisz odmawiać sobie kazdej rzeczy 🙂 Dla mnie norwegia to raj! 😀
    ps a hiszpanię musze w koncu odwiedzic!!! 😀

  6. Twoj blog dodal mi otuchy. Angielskie sa takje pesymistyczne.
    Na Kanary jezdzimy od lat. Zawsze jak wysiadam na lotnisku to mam lzy w oczach i uczycie powrotu do domu.
    Jestem dwujezyczny ( polski i angielski ). Caly czas ucze sie hiszpanskiego i znam jako tako niemiecki ( jezdzilem na obozy mlodziezowe do Niemiec kultytowac zapoznawcze i jakos sobie radzilem lamanym niemieckim ). Skonczylem studia finansow i od lat pracuje w finansach. Ostatnio zrobilem dodatkowe kwalifikacje i jestem doradca kredytowo-finansowym i emerytalnym ( dla Brytyjczykow). Myslalem ze moze na Fuertaventura moglbym troche pomoc emerytom z emeryturami ( u nas jest prawo ze ktos tylko z moimi kwalifikacjami moze im doradzac ).
    Zastanawiam sie czy dalabys sie zaprosic nam na kawe we Wrzesniu? Przylatujemy odpoczac i popatrzec na tanie nieruchomosci. Jestem tak zdeterminowany ze chcemy sprzedac dom i kupic kawalerke u nas i mieszkanie na wyspach.
    Chce po prostu u siebie dalej cos miec na wszelki wypadek i najwyzej na poczatek wracac fo domu popracowac kilka miesiecy w roku zeby zreperowac budzet.
    Quiero vivir en Fuertaventura de aquí! ale niestety musze poczekac do przyszlego roku 🙂
    Znalazlem schronisko dla zwierzat na Fuercie i chcialbym zrobic tam woluntariat 🙂
    Poznalem kilku Canarios z Lanzarote i mowie ze przy ich znajomosciach cos moze uda sie im pomoc w znalezieniu pracy aczkolwiek patrze na takie obietnice troche z przymruzeniem oka 😉 aczkolwiek wlasnie tydzien temu przyszlali mi kwiaty ba urodziny na moj angielski adres ( czy ty zwyczaj na wyspach?)
    Dziekuje za Twojego bloga. Barrdzo lubie go czytac.
    Ps. Jesli chodzi o wpadki jezykowe – jako 19latek powiedzielem koledze jezdzacemu na motorze ” omg mate I really like your helmet” po czym kiedy przestal sie smiac okazalo sie, ze w slangu helmet to pewna czesc imtymna u chlopaka 😉

    1. Otuchy? Cieszę się ogromnie! Jeśli przylatujecie na Fuertę, to może być kłopot, bo ja mieszkam na Gran Canarii.

  7. Witam Pani Edyto, przypadkowo trafiłam na Pani blog, który bardzo mnie wciągnął. Planuję najpóżniej za 3 lata przeprowadzić sie do Hiszpani na stałe mąż emeryt a ja tez planuję zrezygnowac z pracy, jak Pani myśli czy za 2 do 3 tys euro miesiecznie da się spokojnie życ, prowadząc miłe zycie emeryta?Zastanawiam się też nad kupnem niewielkiego apartamentu, gdyż przynajmnie 4 miesiące letnie musielibysmy życ w Polsce, reszta Hiszpania i raczej Andaluzja.Ale zastanawiamy się czy tyle wystarczy nam aby spokojnie bez szaleństw funkcjonowac? Pozdrawiam Panią.

    1. Za 2 lub 3 tys. euro na miesiąc da się spokojnie przeżyć. Bez większych szaleństw (jak ktoś chce pływać na jachcie albo pijać najdroższego szampana, to mu nie starczy), ale całkiem przyjemnie. Zależy też od miejsca, no i oczywiście trzeba się nauczyć, gdzie kupują miejscowi i nie płacić jak turyści.
      Pozdrawiam
      🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *