Czy ma Pani męża?

Czy ma Pani męża?

– „Halo, czy na ten katamaran to mamy zabierać ręczniki?” Taki telefon obudził mnie dzisiaj przed siódmą rano – opowiadał mi kiedyś Młody Przystojny. Pracując w turystyce, człowiek musi rozwiązywać tysiące dramatycznych, naglących problemów i to nieistotne, która jest akurat godzina.
Albo taka sytuacja, jesteśmy na imprezie z Młodym Przystojnym i innymi osobami. Jest tak mniej więcej 23.30, Młodemu dzwoni telefon. Telefon alarmowy, na który turyści mają dzwonić w sytuacji zagrożenia zdrowia, życia, czy jak ich ktoś okradnie. A to akurat dzwonił pan, który siedział z żoną w restauracji i ta żona miała akurat urodziny, i ten pan chciał, żeby kelner jakoś tak odświętnie świeczkę zapalił, sto lat odśpiewał, no niech ten kelner coś wymyśli.

– No ale ja nie wiem, jak mu to wytłumaczyć, ja po hiszpańsku nie mówię, to dam temu kelnerowi telefon, niech pan mu wytłumaczy – usłyszał w słuchawce Młody Przystojny.

Generalnie polscy turyści mają wymagania. Kupują te wczasy za tysiąc dwieście, może dwa tysiące złotych i chcą choć przed tydzień w życiu poczuć się jak arabski szejk. Niech więc cały archipelag zasuwa w pocie czoła.

– Mnie to nic nie obchodzi! Niech Pani załatwia! Proszę, ja tu stoję i czekam, a Pani załatwia – wydzierał się na mnie jeden z turystów na Lanzarote, gdy się okazało, że przez pomyłkę nie wpisano go na listę na wycieczkę. – Niech mi Pani da numer no do tej całej Iksińskiej, tej rezydentki!!!

Zdarzają się też skargi oraz sugestie:

– No wie Pani na plaży to powinny być dostępne ręczniki – usłyszałam podczas jednej z wycieczek.

Albo:

– Dlaczego na tej plaży jest tyle piasku?! Wszędzie włazi, cali jesteśmy brudni, oblepieni! Beznadziejnie!

Przyjeżdżają też turyści patrioci:

– No i jak tam wydmy? – zagadywałam zawsze podczas wycieczek na Fuerteventurze.

– No ładne. Ale nasze polskie wydmy o wiele ładniejsze!

Jest też grupa bardziej zainteresowana moim życiem prywatnym niż Wyspami Kanaryjskimi:

– Jak się Pani tu dostała? – muszą koniecznie wiedzieć.

– No tak jak Pani. Samolotem – odpowiadam.

Zazwyczaj następuje seria pytań w stylu: czy ma pani męża?, czy ma pani dzieci?, a mąż to Hiszpan?, a po co pani tutaj przyjechała?, a na ile?, a za ile?, a długo tu pani zostanie?, a co tu pani robi?, co tu można robić?, a ile tu się zarabia?, a tutaj można tak coś normalnie wynająć?, to ma pani tego męża czy nie?

Są turyści wiecznie obrażeni, którym się nic nie podoba. Są też obrażeni, którym wyspa się podoba, ale nie podoba się rezydent albo przewodnik, albo recepcjonista w hotelu i przez całe dwa tygodnie będą temu rezydentowi, przewodnikowi czy recepcjoniście udowadniać, że jest idiotą. Są turyści, którzy okupują recepcję i nie chcą się zameldować w hotelu. Turyści, którzy muszą dostać dokładnie to samo, co osoba w pokoju obok, więc jak on dostał mapę, to ja też muszę mieć mapę! Zdarzają się turyści pijani, którzy wydzwaniają przez całą noc na telefon alarmowy do rezydentów i bełkoczą. Czasem – rzadko, ale jednak – zdarzają się awantury rodzinne, podczas których turyści dzwonią do rezydentów i dokładnie im wszystko relacjonują. Szczytem minionego lata byli panowie, którzy wysmarowali g…. drzwi do apartamentu innych gości, bo tamci akurat nie przypadli im do gustu.

Mimo wszystko trzeba oddać Polakom sprawiedliwość, większość turystów jest miła, sympatyczna i dobrze wychowana. A jeśli chodzi o wady, to bynajmniej Polacy nie wyróżniają się tu jakoś wybitnie na tle innych nacji. Tak się przyglądam narodom zjednoczonej Europy i nachodzi mnie refleksja – w sumie to wszyscy jesteśmy takimi samymi głupolami.


34 thoughts on “Czy ma Pani męża?

  1. O rany, rany…. Mnie też to zaraz czeka. Mam nadzieję, ze uratuje mnie moja wrodzona cierpliwość 😉 Ale telefonu w nocy od bełkoczącego turysty chyba nie zniosę 😛

    1. Wiem, że są koszmarni turyści, którzy w hotelu z rewelacyjnym jedzeniem, gdzie do wyboru jest kilka dań głównych, mnóstwo owoców, warzyw słodyczy itp , potrafią wejść i na cały głos powiedzieć “i znowu nic do jedzenia”. Ale ja powiem jak to wygląda z drugiej strony – kupuję wczasy za 10-12 tyś za 2+1 i na miejscu okazuje się że coś jest nie tak jak w ofercie biura, powinien się tym zająć rezydent(ka). Ale nie polski rezydent(ka) bo ma ważniejsze sprawy na głowie – np arabski (tudzież inny miejscowy) kochaś czeka za bramą hotelu i nie ma czasu zajmować się jakimś upierdliwym turystą któremu np nie odpowiada brudny i śmierdzący pokój, który miał mieć widok na morze a ma na śmietnik za hotelem. Jedyne co interesuje polskich rezydentów to sprzedaż wycieczek fakultatywnych – bo mają prowizję lub wymaganą min. sprzedaż. Na pytanie z jakich darmowych usług można skorzystać – odpowiedź – “nie wiem, proszę zapytać w recepcji” – tylko że większość turystów nie mówi po angielsku czy niemiecku – I PO TO JEST REZYDENT- żeby im pomóc. Informacje na temat co wolno a czego nie, co się należy a co nie w hotelu tylko w języku ang niem lub rosyjskim – nie ma Pana żeby przetłumaczyć lub przynajmniej poinformować o najważniejszych sprawach. Od lat jak ktoś mi mówi że rezydent super to pytam – a korzystałeś z jego(jej) pomocy – i zawsze słyszę NIE. Może jest gdzieś rezydent który przejmuje się swoją pracą i powierzonymi turystami- ja spotkałam tylko jednego – był nim Tunezyjczyk.

  2. Cóż, są ludzie i ludziska. A najgorsi tacy, co to pierwszy raz się wybrali i są w szoku! 🙂

    1. Najgorsi to sa jednak ci, ktorzy nidgy z tego szoku nie wyszli i z kazdym kolejnym wyjazdem za 1200 ich stan sie poglebia 🙂

  3. Właśnie fakt, że kupują wycieczkę najtańszą, a oczekują luksusu pokazuje, jak bardzo są biedni i wycofani. Mam tylko nadzieję, że przestali nosić białych skarpet do sandałów 🙂 Pozdrawiam cieplutko!

    1. A czarne , szare lub czerwone będą już ok ? 😀
      PS. Nosić (kogo ?co? Biernik ) białe skarpety a nie białych skarpet .

      1. prawidłowa odmiana przez przypadki u poprzednika-najpierw sama /kontekst zdania!!!!!!się kłania!!!

    2. Jeśli to “takie małe pieniądze” to proponuje podnieść ceny usług, może wtedy nauczą się szacunku. Choć może się wtedy kazać, że nie będzie kogo szanować ;D

    3. “Mam tylko nadzieję, że przestali nosić białych skarpet do sandałów” – w jakim narzeczu to jest?

      Wycofani, bo oczekują luksusów? A jaką masz opinię o ludziach używających słów, których nie rozumieją?

  4. Nie wszyscy jestesmy glupolami. Ja sie za takiego nie uwazam. Owszem potrafie sie wystroic jak stroz w Boze Cialo (wyjazd do Paryza w dresie ortalionowym) ale nigdy nie:
    – pilem na umor jakich dziwnych drinkow z all inclusiv
    – nie wrzeszczalem w sklepie na cale gardlo “Helena! Zobacz! Taki sam makaron jak w Polsce!!!!!
    -nie komentowalem w samolocie tak ze wszyscy slyszeli- oooo patrz Maciusiu startujemy, oooo rusza skrzydlami, ooo chmury, oooo ten fotel sie rozklada, Maciusiu nie wierc sie do holery!!! ….
    – nie zajmowalem dla 2 osob 24 lezakow basenowych o 5-tej nad ranem a pozniej nie przychodzilem tam przez caly dzien bo akurat poszedlem na plaze,
    – nie chlalem na umor zostawiajac dzieci bez opieki
    – nie chodzilem krok w krok za rezydentem ( w rzeczy samej nigdy nic nie chcialem bo zawsze sam sobie radzilem)
    – nie udawalem “duszy towarzystwa” zadreczajac innych zartami w stylu Sztrazburgera
    – nie ladowalem sobie na talerz 7 razy wiecej jedzenia niz bylem w stanie zjesc
    – nie palilem papierosow przy basenie, na balkonie, na tarasie w restauracji, na plazy ani wszedzie tam gdzie ten obrzydliwy smrod mogl innym przeszkadzac
    – nie wynosilem ukradkiem ze stolowki pudeleczka z jogurtem za 0.60€ uczac tym samym swoje dzieci zlodziejstwa
    … no i nigdy ale to przenigdy nie robilem miesnego jeza.
    pozdrawiam

    1. Czyli nie byłeś nigdy na wycieczce, gdzie większość turystów stanowili nauczyciele…. Choliba, ja byłam, niestety! Ile ja się wtedy wstydu najadłam przez nich! Dwa noclegi w jednym hotelu i dwa razy interwencja, że inni goście proszą o ciszę…

      1. Bo nauczyciele głośno mówią. Taka choroba zawodowa.
        A co do interwencji: byłaś może na wycieczce/wczasach z policjantami ? A może z murarzami ? No to może choć z grupa studentów ?

  5. Dlatego my z mężem korzystamy z niemieckiego biura podróży. Wszystko po to aby uniknąć naszych rodaków. Co więcej jak już na jakiegoś trafimy to staramy się nie mówić po polsku. Wszystko przez to, że raz nas wyczaili i nie dali żyć. Ciągle nas prosili o pomoc, bo “oni języka nie znają a rezydent ich olewał”. No i ogóle zachowanie naszych za granicą.

    Pamiętam taką sytuację z przed paru lat. Byliśmy na śniadaniu nałożyliśmy sobie na talerze jedzenie. Koło nas usiadła para polaków. Ich talerze były załadowane dosłownie wszystkim co oferował stół! I tak nagle słyszę jak kobiecina o słusznych kształtach mówi do męża “jak ona tak je to nie dziwię się, że taka szkapa” – to o mnie oczywiście. Z mężem rozmawialiśmy po niemiecku przy stole więc się nie domyślili, że wszystko rozumiemy. Ja skończyłam swoją porcję i poszłam po dokładkę. A później jeszcze raz, bo mi sałatka posmakowała. Kobiecina patrzyła się dziwnie na mnie. W końcu ona do męża mówi “chodźmy, bo nam leżaki pozajmują” i poszli zostawiając połowę tego co sobie ponakładali…

    1. Polakow …nazwy narodowosci piszemy duza litera ..smiem twierdzic ,ze wynika to z braku szacunku ..rowniez do siebie .Smutne to kiedy udajemy kogos innego …

    2. No tak… na wycieczce – to niemieccy turyści zachowywali się najbardziej chamsko! Wydzierali się i wobec tłumu na basenie sikali demonstracyjnie do wody… To się nazywa kultura!!!

    3. Ooooo … to faktycznie skandaliczne zachowanie….. Nie dziwię się, że była to dla Ciebie trauma….

      grüßen 🙂

  6. Nie no najlepiej to rezydentowi leżeć na kocyku i mieć wszystko w d..W końcu do tego jest na tej wycieczce to jego praca i musi znosić zachcianki innych, za to mu płacą.

  7. A ja nie dziwię się polskim turystom. Dużo podróżuję ale już dawno temu przestałam korzystać z usług oferowanych przez Polaków. Ciekawostką dla mnie było to, że w Polsce płacimy więcej a otrzymujemy usługi i pokoje dużo niższej jakości i to nawet wtedy, gdy biuro podróży jest oddziałem jakiegoś zagranicznego. O polskich rezydentach, ich podejściu do pracy i do klienta jest więcej opowieści niż zdołam zliczyć ( opowiadanych w innych biurach). W skarpetkach do sandałów widuję głównie Niemców i Anglików, zresztą mają na to zwykle swoje argumenty. Oni też się zawsze dziwią,że cały świat nie mówi w ich języku bo przecież są najlepsi i płacą. I co najlepsze “pijaków i buraków’ dzięki otwartym granicom coraz mniej w naszej nacji natomiast widziałam obsikanych i w wymiocinach Angoli dostawiających się do wszystkiego co się rusza więc kochani, wcale nie jest z nami tak źle. Trzeba tylko pozbyć się kompleksu ‘małego polaczka’. Pozdrawiam słonecznie.

  8. Dobre to ja pamiętam jedną taką fajną sytuację w Turcji
    Byłem na wakacjach i jak to na takich wyjazdach zawsze sie jakieś grupki integrują i traf chciał że moja Luba poznała sie z jakąs rodzinką X ( rodzice plus 2 dzieciaków ) Ja raczej wole sobie gdzies tam na boku siedziec (dusza towarzystwa nie jestem ) wiec i za wiele sie nie odzywałem więc rodzinka X jakoś za mną nie przepadała ale polubili moją dziewczynę i byli skazani na moje towarzystwo a ja na ich .Mama rodzinki X była nauczycielką Niemieckiego i cały czas o tym gadała jaka to ona jest super i same och i ach i jak ona wspaniale uczy i etc.Pewnego dnia całkeim przez przypadek usłyszałem jak rozmawiała z mężem o nas i powiedziała cyt.”co taka dziewczyna robi z takim debilem ani to nie pogada ani nic “.Nie musiałem długo czekac żeby wykorzystac to co usłyszałem .Pani usilnie próbowała w recepcji dogadac sie po niemiecku ( cos jakas awaria w pokoju ) ale w recepcji niestety tylko rosyjski i angielski , traf chciał ze w recepcji załatwiałem sobie wycieczkę ( po angielsku ) i gdzy juz skończyłem mama X podchodzi do mnie i mówi mi tak czy powiedział bym ” temu tam o co jej chodzi bo niemieckiego nie zna ” spokojnym tonem odpowiedziałem mamie X , że z miłą chęcią bym jej pomógł ale niestety my debile tak mamy ze nie pomagamy – mina babki bezcenna ( reszte urlopu omijali nasz szerokim łukiem :):)

  9. Jak ktoś już w komentarzach napisał, są ludzie i ludziska. A wśród rezydentów i przewodników, również. Czasami tylko zapędzamy się i zapominamy, kto jest dla kogo… Rezydenci w ogóle nie byliby potrzebni, gdyby turyści byli zupełnie samodzielni. No, nie dlatego dostają pensję, że raczyli podpisać umowę o pracę… muszą jeszcze wypełniać obowiązki, określone tą umową. Rezydent powinien dobrze wywiązywać się ze swoich obowiązków, a te raczej nie są uzależnione od tego, za ile turysta kupił wczasy… za tysiąc dwieście czy za dwa tysiące… ale, jaki pracodawca, taki pracownik.

  10. Ludzie w Polsce są biedni, zbierają rok albo dwa na najtańszą wycieczke i marzą o urlopie, a potem rozczarowania bolą. Trzeba to zrozumieć i wziąść poprawę na postawę rodaków, często ne tylko nie znających języka ale nawet nie starających się pzonać miejscowych zwyczajów. Polacy sa zaganicą zakompleksieni, roszczeniowi i głośni. ale to nic w porównaniu z rosjanami 🙂 A większość rezydentów , nie ma co oszukiwać, to tak naprawdę naganiacze miejscowego handlu i pomagają skubać naiwniaków. Opiekę mają gdzieś , a swoją pracę trakttują jak rodzaj urlopu.

  11. Mialam nieprzyjemnosc przebywac z niektorymi Polakami w roznych hotelach, w roznych miejcach swiata,
    ZAWSZE w takich momentach udawalam ze nie mowie po polsku, mam podwojne obywatelstwo i uzywam tylko tego obcego (polskie dokumenty niewazne od ponad 20 lat) i spotkalam tez mnostwo ludzi z Polski ktorym pomoglam w problemach jezykowych i konsularnych, dla niektorych byla to podroz ZYCIA na ktora dluuuuugoooo oszczedzali !!!! Nie kazdy Polak za granica jest chamem!!! Jezeli zachowuja sie tak za granica jeszcze gorzeej w Polsce!!!
    Dla pocieszenia francuscy turysci nie maja lepszej opinii!!! Ciagle narzekaja i NIGDY niezadowoleni!!
    LUDZIE SA DOBRZY LUB ZLI BEZ WZGLEDU NA NARODOWOSC!!!!

  12. Witaj, trochę się pośmiałam i stwierdzam, że w takim razie, razem z moim towarzyszem jesteśmy marzeniem każdego rezydenta 😉 Nigdy nie przychodzimy na żadne spotkania, nigdy nie wykupujemy pełnego wyżywienia tylko śniadania i nigdy nie szukamy porad u rezydenta. Hotel jest dla nas tylko miejscem w którym śpimy i co najwyżej jemy śniadanie. Generalnie samochód i w drogę a plan na to co warto zobaczyć zawsze mamy gotowy przed wyjazdem.
    Właściwie wycieczki z biur podróży wykupujemy tylko wtedy kiedy organizacja wyjazdu samodzielnie niewiele bardziej się opłaca. Świadomie wybieramy tańszy hotel a większe pieniądze zostawiamy korzystając z lokalnej kuchni i tego co miejsce ma do zaoferowania nie koniecznie w najbardziej komercyjnych punktach.
    Podoba mi się to jaką drogę w życiu wybrałaś i podziwiam jak odważnie sama przetarłaś sobie wszystkie szlaki. W sierpniu będziemy na “Fuercie” przez dwa tygodnie i już teraz bardzo się cieszę na ten wyjazd. Wyspy Kanaryjskie mają niepowtarzalny klimat i jest coś kojącego i cudownego w pogodzie jaka tam panuje.
    Jestem zapalonym kucharzem i koniecznie chcę odwiedzić targ w Lalajita żeby samodzielnie pokucharzyć korzystając z lokalnych produktów. Wielka szkoda, że tylko na jedną niedzielę się załapiemy ponieważ przylatujemy i wylatujemy właśnie w niedzielę – zostanie więc nam tylko ta pośrodku 🙂 Czy możesz polecić jakieś dodatkowe miejsce gdzie można się zaopatrzyć w lokalną żywność (warzywa, owoce morza)?
    Pozdrawiam serdecznie!
    Ewa

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *