Jestem kobieta pracująca. Żadnej pracy się nie boję

Jestem kobieta pracująca. Żadnej pracy się nie boję

– Wiele rzeczy w tym kraju jest nie tak – Młody Romantyk ocenia sytuację hiszpańskiego zatrudnienia. Siedzimy sobie w jadalni dla personelu w jednym z hoteli na południu Gran Canarii. Jest przedostatni dzień mojej pracy. Po roku kończy mi się umowa i gdyby firma miała ją przedłużyć, musiałaby mi wręczyć umowę na czas nieokreślony. A tego oczywiście nie zrobi.

– Wiesz akurat w tym kraju to mimo wszystko jest całkiem dobrze. W innych jest o wiele gorzej – odpowiadam Młodemu Romantykowi. – I przypominają mi się moje podróże na Ukrainę, na Litwę, Łotwę, Estonię i do jeszcze kilku innych krajów. I jeszcze ta historia opowiedziana przez przypadkowo napotkaną kobietę na Łotwie. Pracowała w wytwórni konserw rybnych. Mówiła, że gdy przyszedł kryzys, firma przestała wypłacać wynagrodzenie, a jej miesięczną pensję stanowiły konserwy rybne.

– W innych miejscach jest gorzej, co oczywiście nie przeczy temu, że w Hiszpanii trylion rzeczy urządzonych jest nie tak – potwierdzam.

Akurat Młody Romantyk i ja jesteśmy w całkiem nie najgorszej sytuacji. Ja po przepracowanych dwu i pół roku mam prawo do bezrobocia przez minimum cztery miesiące. Kalkuluję, że będzie to około tysiąca euro na miesiąc. To wystarczająca kwota, żeby tu przeżyć, bez rewelacji, ale i bez głodowania. Zamiast więc na gwałt szukać nowej pracy mogę sobie urządzić małe wakacje. Młody, dopiero co po studiach i pierwszych praktykach, jest właśnie po raz pierwszy zatrudniony. Ale gdy miną mu cztery miesiące umowy, nie chce jej przedłużać do roku. Jego plan na najbliższe lata to bowiem jakaś fantastyczna podróż a nie obsługiwanie turystów. I tak nad ryżem i sałatką rozmawiamy sobie o sytuacji w Hiszpanii, o tym, że kryzys się skończył i o planach na przyszłość.

Raczej nie martwię się za dużo o znalezienie nowej pracy. Na południu wyspy jest dużo hoteli, które pracują w podobny sposób, umowa na rok, a później zatrudnia się kolejną osobę. Wszystko po to, by nie zatrudniać na stałe. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, jakiś procent pracowników musi mieć umowy na czas nieokreślony.

Gdy dana osoba przepracuje rok, później ta sama firma nie może jej zatrudnić przez cztery miesiące, jeśli nie chce jej dać umowy na stałe. Niektóre hotele w tym czasie oferują kontrakty na zastępstwo, a później znów na rok, na to prawo pozwala. W hotelu na Lanzarote, w którym pracowałam, sporo pracowników ze stałymi umowami firma wysyłała co roku na dwa miesiące bezrobocia. Świadczenia były mniej więcej tak wysokie jak pensja. Do tych dwóch miesięcy dodawano wakacje i robiły się trzy miesiące wolnego.

W tym systemie zawsze jest więc jakiś hotel czy firma, które szukają pracowników. Niektórzy narzekają, bo chcieliby stałą umowę i kredyt w banku. Inni się cieszą, biorą to bezrobocie i jadą sobie do Tajlandii. Choć akurat w tym przypadku muszą liczyć na łut szczęścia, żeby się nie wydało, bo jak się dostaje pieniądze od państwa, to państwo zabrania wyjeżdżania w długie podróże.

Ta nieustanna rotacja pracowników sprzyja obcokrajowcom, tym, którzy dopiero co przyjechali, łatwiej im jest gdzieś się załapać na początku. Choć oczywiście te początki nie są łatwe. W tym systemie pracowałam już dwa razy na recepcji w hotelu, jako przewodnik wycieczek i sprzedawca w centrum aloesowym.

Kryzys w Hiszpanii się skończył, na Wyspach Kanaryjskich pełno turystów a hotele pękają w szwach, Młody Romantyk jeszcze nie wie, gdzie pojedzie w podróż, ale wie, że pojedzie. Zjadłam mój ryż, a Młody swoją sałatkę. Skończył się mój przedostatni dzień w pracy.


3 thoughts on “Jestem kobieta pracująca. Żadnej pracy się nie boję

  1. Z tego wynika ze lepiej pracowac w Polsce. Z pewnoscia lepsze pieniadze. Na wyspach mozna mieszkac jesli sie ma w Polsce stale zrodlo dochodow.

  2. Zazdroszczę wszystkim mieszkańcom wysp a najbardziej mieszkańcom Fuerteventury. Zazdroszczę wszystkiego:klimatu, oceanu, wiatru, ryb i owoców morza, pustych przestrzeni, słońca i silnych fal. Byłam na wyspie 6 razy. Wracam co roku na krótkie wakacje, bo z pensji w Polsce która stanowi połowę zasiłku na Fuerteventurze na więcej pozwolić sobie nie mogę. I chciałabym tam zostać na stałe bo dla mnie to najpiękniejsze i najidealniejsze miejsce na ziemi ale zdaję sobie sprawę że nie jest to łatwe z ograniczonym budżetem. Póki co uczę się hiszpańskiego, doskonale angielski, myślę co i jak mogłabym robić i marzę….Bardzo ładnie piszesz. Lubię czasem zajrzeć do bloga choćby po to by poprawić sobie humor. Pozdrawiam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *