Czas się przebrać i świętować

Czas się przebrać i świętować

Spoglądam z zachwytem na moje cappuccino serwowane w barze kolumbijskim. Nie wiedzieć czemu, Kolumbijczycy robią wspaniałą kawę. Co za kolor, zapach, tekstura, smak, takiego cuda nie piłam od dawna. – ¡Mmmmm, qué esponja! (Mmmmm, co za gąbka!) – mruczę z zadowoleniem. – ¿Qué? (Co?) – z drugiej strony stołu patrzą na mnie zdziwione oczy Kanaroniemca i to właśnie te oczy oraz twarz wyrażająca zaskoczenie, uświadamiają mi, że coś jest nie tak. – Co ja powiedziałam, co ja powiedziałam? Aaaaa, piana…

Read More Read More


Targ obfitości

Targ obfitości

Gdziekolwiek by się nie pojechało w podróż lub nie zamieszkało, zawsze dobrze jest znaleźć targ. Nie chodzi mi tu o ociekające kiczem kramy dla turystów, na których chińskie produkty sprzedaje się po dwadzieścia euro, choć warte są może ze dwa euro. Szukamy raczej prawdziwych perełek, miejsc lokalnych, z typowymi dla danego miejsca produktami. Na Central Mercado w Las Palmas, trafiłam, szukając szałwii. I od razu okazało się, że to jest to. Morze owoców i warzyw, można wziąć do ręki, powąchać,…

Read More Read More


Miłości i makaronu

Miłości i makaronu

Obchodzić czy nie obchodzić? Świętować? Przyznam się, że jednak jako święto miłości i zakochanych bardziej mi się widzi nasza swojska, rodzima noc świętojańska. Plecenie wianków i szukanie kwiatu paproci. My tu na Wyspach Kanaryjskich i tak mamy pod tym względem nieco lepiej, możemy sobie i w lutym ganiać całą noc po lesie, sprawdzając podszycie i runo. Z powodów klimatycznych nie jesteśmy skazani tylko na lutową przymarzniętą różę z kwiaciarni oraz mocno nażelowane włosy. To znaczy, my, Polacy z Gran Canarii,…

Read More Read More


Urząd w trosce o obywatela

Urząd w trosce o obywatela

Nie spodziewałam się takiego telefonu. Ale zadzwonił, a konkretnie to zadzwoniła pani z urzędu pracy, by porozmawiać o moim poszukiwaniu zatrudnienia. Poszukiwaniu zatrudnienia dla mnie. Tak się składa, że od dłuższego już czasu jestem bezrobotna. A że wcześniej długo pracowałam na umowach stałych, to przysługuje mi wypłacane przez państwo świadczenie. Słowem, jestem obecnie na utrzymaniu hiszpańskiego króla (no dobrze, podatnika, ale króla to lepiej brzmi). Wizyta w urzędzie pracy to dla imigranta fascynujące przeżycie. Po pierwsze, urzędnicy są mili. Sympatyczni…

Read More Read More


Z życia kanaryjskiego nomada

Z życia kanaryjskiego nomada

W nowym pokoju drzwi się nie domykają. Wtyczka do światła przy wejściu nie działa i nie wiedzieć czemu zainstalowano prowizoryczny włącznik na ścianie po drugiej stronie. Żeby zapalić światło, trzeba więc przejść w ciemności przez cały duży pokój. Można by przy tym rąbnąć nogą w jakiś mebel, gdyby nie to, że mebli praktycznie nie ma. Brzmi źle, ale tak naprawdę nie jest najgorzej. Choć oglądam w sieci te zdjęcia pięknie urządzonych wnętrz, równo przyciętych kwiatków, kubków dobranych kolorystycznie do blatu…

Read More Read More


Non filter

Non filter

Nie potrzeba żadnych filtrów, pikseli, przycinania obrazu. Żadnych kolorowych okularów, substancji zmieniających świadomość, rzewnych książek, seriali, ani innych rodzajów ucieczki od rzeczywistości. Rzeczywistość jest, jaka jest. Doskonała. Piękna. Przed naszymi oczami. Na wyciągnięcie ręki. Zielone góry, pustynia, skały, wulkany, klify, piaszczyste plaże, kursujące między wyspami promy, filiżanki apetycznej kawy w barach na promenadzie, przystanki autobusowe z widokiem na ocean, kwitnące drzewa migdałowe, dojrzewające pomarańcze, bryza morska, która rozchlapuje się z bryzgiem o ostry brzeg, mocząc nam włosy i ubranie, porywisty…

Read More Read More


Kanaryjska odyseja mechaniczna

Kanaryjska odyseja mechaniczna

Czas na jakieś techniki relaksacyjne, głębokie oddychanie, jogę ze zwisem głową w dół, mindfulness, zbieranie paproci i grzybów w lesie po nocy. Trzeba rozluźnić mięśnie, kark, walnąć sobie meliskę, zrobić masaż skroni. Zbliża się bowiem nieuchronnie. To straszne wydarzenie. Wizyta u mechanika. Tego od samochodów. Zaczęłam źle. Przybyłam do nowego kraju, kiepsko mówiłam po hiszpańsku, kupiłam moje pierwsze w życiu auto, choć ledwo minął rok, od kiedy dostałam prawo jazdy i z prowadzenia samochodu pamiętałam tylko, gdzie jest kierownica, a…

Read More Read More


Niech żyje życie. Nawet w poniedziałek

Niech żyje życie. Nawet w poniedziałek

Jedne z najpiękniejszych dni w życiu to takie, kiedy człowiek nie musi być przydatny. Cywilizacji, światu, korporacjom, szefom, rozwijającym się dynamicznie przedsiębiorstwom. Dzień, w którym można sobie odpuścić, pójść na spacer wzdłuż oceanu, stanąć na plaży, zanurzyć stopy w piasku, gapić na fale i nie robić nic, co przyczyniłoby się do wzrostu PKB. Chociaż, dobrze, zamawiając te kawę w barze, pewnie trochę rozpędziłam gospodarkę. Ale tylko trochę. I tak z okazji poniedziałku, po minionym dopiero co weekendzie mogę jeszcze raz…

Read More Read More


Stara dobra Fuerteventura

Stara dobra Fuerteventura

Półtora roku mija, jak wyprowadziłam się z Fuerteventury, a tu mi już zdążyli pół wyspy pozmieniać i przebudować. A przynajmniej takie sprawia wrażenie, gdy człowiek wpada na jeden weekend do Corralejo i El Cotillo. Okazuje się, że ulubione knajpy pozmieniały wystrój i serwują już inne dania, skończyły się remonty deptaków i przejść, i wyglądają one już inaczej, a do tego jeszcze wybudowano nową, zupełnie nowiusieńką drogę z Corralejo na południe, biegnącą środkiem wyspy i jadąc nią, omija się wydmy. Efekt…

Read More Read More


Ślub na plaży

Ślub na plaży

Słońce świeci mocno, odbija się blaskiem od jasnego piasku. Ocean jest spokojny, mieni się odcieniami szafirów, szmaragdów i błękitów, aż się ma ochotę wskoczyć do wody, ale skakać nie będziemy, bo jesteśmy wystrojeni w szykowne kiecki i garnitury. Niemal nie ma wiatru, co jak na styczniowy dzień na Fuerteventurze jest wyjątkowe. W tej scenerii na jednej ze słynnych plaż w El Cotillo, Playa de la Concha, on, mocno zdenerwowany i ona w białej sukni, i trampkach, wzięli ślub. Ja tam…

Read More Read More